Jakiś czas temu na tym blogu zamieściliśmy post o grze w szachy. Wzbudził on zainteresowanie, ale także pewne część czytelników szybko zwróciła nam uwagę na pewną bardzo istotną kwestię. Chodziło mianowicie o to, że wspomnieliśmy o szachach, jednak nikt z nas nie pokusił się o to, aby wspomnieć o innej – prostszej i popularniejszej – grze, która również dzieje się na szachownicy. Mowa tu oczywiście o warcabach. Niniejszym bijemy się w piersi i błąd poprawiamy. Tak więc kilka słów o warcabach. Warcaby przez długie lata były są i z całą pewnością będą traktowane po macoszemu, bo w świadomości wielu osób nie są odrębną grą, lecz marną namiastką szachów, która z prawdziwym intelektem i strategią nie ma nic wspólnego. Jest w tym trochę prawdy, ale tez i odrobina przesady. Rzeczywiście, warcaby przeważnie traktowane są jak coś, dzięki czemu dziecko będzie mogło łatwiej, sprawniej i szybciej przejść do świata szachów. Tak było na przykład ze mną. Za nim dziadek nauczył mnie grać w szachy, rozegraliśmy wspólnie wiele partii warcabów i rzeczywiście potem gra w szachy szła mi znacznie łatwiej. Mimo takiego stanu rzeczy i tak przeciwny jestem nazywaniu warcabów marną namiastką szachów. To tak jakby nazywać rugby marną namiastką piłki nożnej, tylko dlatego, że oba sporty rozgrywane są na trawiastym boisku. Paranoja.